O wyższości drewnianej łychy nad opatrzoną grzechotką…

Mały od paru dni klaszcze w rączki 🙂 Podpatrzył to u mnie, bo często mu biję brawo. Zabawnie to wygląda, jak plaska w te swoje pulchne łapki. Natomiast raczkować mu się nie chce, przyjmuje wprawdzie pozycję wyjściową (na czworaka), w której wygląda przesłodko (taki mały żuczek z wypiętą pupą), ale albo porusza się w niej do tyłu (spora praca rączek), albo ląduje na buzi, po odepchnięciu się dwoma nóżkami na raz.

Korzystając z rad mówiących, że dziecko trzeba motywować, tj. umieszczać w polu widzenia zabawki, do których zechce dotrzeć, kładę na podłodze ulubione grzechotki małego. Zazwyczaj udaje mu się je capnąć, ale metodą maksymalnego wyciągania rączki (pomaga też stękanie i podnoszenie przeciwległej nóżki…).

Mężydło już jakiś czas temu przyszedł do domu stropiony, bo córka jego kolegi, w wieku naszego małego, zasuwa po dywanie, aż się kurzy. Co zrobić… Turlać można go było, kiedy nie chciał się obracać na brzuszek, ale kolanek nikt mu przesuwał nie będzie… Jak dla mnie mały jest i tak bardzo mobilny, ruchem węża połączonym z czołganiem się komandosa dostaje się już wszędzie, tylko zajmuje mu to sporo czasu. Wiem, że gdy zacznie raczkować, z oka go nie będę mogła spuścić. I mężydło będzie puchło z dumy, a ja chyba osiwieję…

Gdy zmieniam teraz pieluchę młodemu albo próbuję go ubrać/rozebrać, zdarza mi się tęsknić do czasów, kiedy nie umiał się przekręcać. Obecnie na pleckach poleży najwyżej minutę, jeśli w tym czasie nie wyrobię się ze zmianą pampersa, muszę prędko dać małemu w rączki coś, co go zainteresuje i powstrzyma od przewrotki na brzuch. Czasem pomaga śpiewanie, przy czym do głowy przychodzą mi zazwyczaj, nie wiedzieć czemu, niepoprawne politycznie pieśni typu Płynie Oka jak Wisła szeroka oraz Na barykady ludu roboczy… A propos tego, co interesuje małego – kiedyś miałam pod ręką jeden gryzak i była zabawa na całego przy każdym przewijaniu, teraz mogę się wypchać. Młody zawiesi oko jedynie na czymś nowym, w łapkę weźmie najchętniej to, co wcale nie przypomina jego zabawek. W łazience (gdzie zmieniam mu pieluchy) ostatnio hitem są tubki z kremem (bo tylko to pod ręką), natomiast poza łazienką do zabawy świetnie nadają się drewniane łychy. Można je gryźć i ślinić, a i do stukania w podłogę super się nadają…

Pojemnik na żywność też jest ciekawszy od pozytywki czy grzechotki…

5 myśli w temacie “O wyższości drewnianej łychy nad opatrzoną grzechotką…”

    1. Jak miło wiedzieć,że nie tylko moja Księżniczka tak ma.Mogłabym dosłownie skopiować Twojego posta i wkleić go u siebie tak dokładnie odzwierciedla poczynania Qki. Mój G. się burzy,bo córka naszej znajomej o miesiąc starsza już zaczyna sama chodzić,a ja się nie martwię,bo każde dziecko ma swój czas.Dopóki rosnie zdrowo to wszystko jest ok. A tak swoją drogą-trzeba nacieszyć się tymi zabawami łyżkami i powrotem do korzeni zanim nasze maluchy dosiądą się do komputerów itd i wołami je trzeba będzie odciągać. Pozdrawiam gorąco 🙂

      Polubienie

      1. Ps. Zaczytałam się w twoim blogu- zaczęłam od początku i powiem ci,że masz tak podobne do moich spostrzeżenia na wiele tematów,że dosłownie mam ochotę po prostu wstawiać linki z odnośnikami do twojego bloga i podpisywać się pod tym rękami i nogami:)
        Pozdrawiam gorąco:)

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s